Wywiad dla Vanity Fair Italia

Źródło: Vanity Fair Italia (oryginał w języku włoskim – Florence + The Machine Italian Army)

Data: 02/2016

separator

celeber.ru

Normalna i szczęśliwa

Jeszcze wczoraj była muzykiem gotowym do tego, by zniszczyć wszystko co kocha ( włącznie z samą sobą). Dziś Florence Welch jest dziewczyną, która „chłonie życie jak gąbka” i przekłada je na emocje. To dzięki miłości, która rozdarła jej serce na kawałki. I jej matce, która odkryła przed nią zwyczajną prawdę.

 

W opowieściach o miłości zawsze była gdzieś taka dziewczyna, która wolała trzymać się na dystans: „Chciałam mieć kontrolę, a mój rock’n rollowy styl życia w tym nie pomagał. Potem pojawił się ten związek, który wyznaczał reguły… Nawet jeśli był to pierwszy raz kiedy to ja naprawdę kogoś pragnęłam, nie wyszło. Nawet jeśli próbowałam zmierzyć się z tą sytuacją, w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że serce rozpada mi się na kawałki. Była to wielka lekcja pokory. I to było piękne”.

 

Kiedy mówi, ma nieśmiały wzrok. Nie był to jedyny raz podczas naszej rozmowy. W pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się jaka jest Florence Welch. To nie jest tylko ta Florence z Florence and The Machine, jedna z największych gwiazd współczesnego rocka. Nie tylko ta pięciokrotnie nominowana do Grammy za ostatnią płytę How Big How Blue How Beautiful, nie tylko ta z którą śpiewać chce Rihanna czy Mick Jagger. Nie… Pytam siebie jaka jest ta prawie trzydziestoletnia kobieta, która od zawsze ma odwagę eksponowania siebie samej na scenie, będąc w tym samym czasie tak bezbronna i wrażliwa. Będąc tak chłonąca, jak sama ona to mówi – jak gąbka, która wsiąka z taką samą intensywnością energię miejsca, w którym występuje lub energię osoby na przeciwko której śpiewa.

 

Spotykamy się w Los Angeles podczas weekendu Grammy. Florence została właśnie ambasadorką zegarków i biżuterii Alessandra Michele sygnowanej marką Gucci, który słuchał Florence and The Machine projektując swoje dzieła, zanim jednak jeszcze zaczęła w swoim ostatnim albumie śpiewać o kryzysie przez który przechodziła, spowodowanym przez trudną miłość. Kiedy nareszcie spotykamy się natychmiast zaczęliśmy rozmawiać o renesansie i biżuterii memento mori – mówi Florence- przeradzając naszą współpracę partnerską w coś w rodzaju wysokiej intensywności emocjonalnej. „ W swoich pracach Alessandro używa motywu gwiazd, serc, węży : wydają się one przypominać szkice, które rysuję w swoich notatnikach. Są słodkie, ale jednocześnie mroczne. Mamy te same poczucie estetyki – barokowe, psychodeliczne.

 

Jej rude włosy mieszają się z szafranowym, aksamitnym dywanem hallu w Chateau Marmont. „Kamufluję się” – śmieje się. „To najbardziej antyczny hotel w Los Angeles. Chętnie się tu zatrzymuję, ponieważ im bardziej przedmioty są zużyte, mają pewną przeszłość, tym bardziej mi się podobają. No i w końcu… To właśnie tu przeżyłam masę przygód, tu popełniłam masę dziwactw”.

 

Jak każda szanująca się gwiazda rocka, tak i Florence ma w swojej kolekcji zniszczone pokoje hotelowe, czy pobudki, podczas których nie pamiętała co wydarzyło się poprzedniej nocy.

 

„Odkąd skończyłam 20 lat żyłam koncertując, pijąc i potem znów koncertując od nowa, nie myśląc o konsekwencjach moich poczynań… co więcej zawsze był ktoś kto to wykorzystywał. Zatrzymałam się więc, musiałam spytać samej siebie kim jestem poza sceną i to wtedy właśnie wkroczyłam w kryzys.

 

Kiedy to się stało?

Zaraz po premierze Ceremonials, mojej drugiej płyty, kiedy nareszcie nadeszła przerwa podczas której mogłam się uspokoić i pisać nowe piosenki. Z tą przerwą zyskała moja przeprowadzka, ponieważ do tamtego momentu mieszkałam z moją mamą prowadząc życie nieco schizofreniczne, w połowie nieokiełznana rocmanka, w połowie grzeczna dziewczynka. I stało się więc: nagle, rzeczy które mnie bawiły, straciły swój urok, stałam się bardziej świadoma konsekwencji chaotycznego życia, którym w tamtym momencie żyłam. Musiałam zajrzeć w głąb siebie, postarać się zrozumieć, ponieważ zaczęłam niszczyć rzeczy, które kochałam.

 

celeber.ru

 

Jeszcze ponadto wszystko był ten ważny związek…

Osoba, z którą teraz jestem w wielkiej przyjaźni, z którą mam cenną relację, było to niemożliwe: zatrzymaliśmy się na etapie związku, który zmierzał do nikąd. Rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie, nieustannie raniąc się wzajemnie, ale zamiast zrobić sobie przerwę, wracaliśmy do siebie, ponieważ wiedzieliśmy, że jest między nami coś wyjątkowego, coś co wymykało nam się spod kontroli. I to nie przez to, że on się zmieniał. Co więcej, to on zauważył zmianę we mnie, zaczęłam zdawać sobie sprawę jak bardzo mi szkodzi identyfikowanie siebie z rockową osobowością na scenie. Tylko wtedy, gdy rozstaliśmy się mogłam skonfrontować samą siebie z moimi lękami, zrobiłam to pisząc piosenki na tę płytę.

 

Był ktoś kto w tym ci pomógł?

Moja mama powiedziała mi w pewnym momencie coś, co było dla mnie odkryciem: „ Zobacz Florence, jesteś normalną osobą, która poza tym robi jeszcze jakieś inne rzeczy”. Wystarczy, że sobie tylko to przywołam i łzy napływają mi do oczu, ponieważ to pomogło mi odetchnąć z ulgą.

 

Zostałaś uniewinniona.

Dokładnie, to było uznanie faktu, że jestem tylko człowiekiem. Nie tym tragicznym muzykiem z Lungs – pierwszego albumu. Nie tą boginią z Ceremonials, obojętną na jakiekolwiek emocje, która wychodziła na scenę w niesamowitych kreacjach,w których w rzeczywistości ukrywałam się. Nie, po prostu dziewczyna. I właśnie nawet mój styl ubierania się zmienił, teraz mniej się bronię.

 

W ostatnich piosenkach pozbyłaś się także efektów specjalnych.

Które były kolejnym sposobem na ukrycie pewnej części mnie, tym razem mojego głosu. Ciężko mi słuchać go samej. Sprawia, że się wzruszam. Jest jedna piosenka w ostatnim albumie Various Storms and Saints , którą próbowałam uciąć niemalże płacząc do mojego producenta Marcusa, który nawet nie chciał dodać pojedynczego oddźwięku. Powiedział: „Musisz pozwolić ludziom słuchać Ciebie za to jaka jesteś”. To jednak nie było proste, ponieważ tekst jest czymś w rodzaju listu do osoby, którą kochałam, gdzie mówię do siebie samej że ostatecznie wszystko będzie dobrze. Nawet teraz nie jestem w stanie tego słuchać. Ale ludzie słuchają i kiedy dostaję listy od ludzi, którzy identyfikują się z tymi słowami, zdaję sobie sprawę, że jestem w stanie dotrzeć do kogoś i to jest najważniejsze.

 

To prawda, że w swojej przemianie ważna była dla Ciebie także rozmowa z Taylor Swift?

Taylor jest świetna w pisaniu tego, co przytrafia jej się w życiu z pewnym dystansem. W okresie, w którym byłam szczególnie rozchwiana i niemal próbowałam sobie narzucić opowiadanie o sobie w moich piosenkach, właśnie to ona [Taylor Swift] powiedziała: „Zobacz, to wszystko jest to co przeżyłaś, to twoje doświadczenie i masz pełne prawo, żeby o nim opowiedzieć”.

Gdzie zakończyła się ta twoja autodestrukcyjna część?

Znalazłam sposób na czerpanie radości bez konieczności destabilizacji siebie, zbierając to w ciele, dużo tańczę. I medytuję. Robiąc to zorientowałam się, że przez lata pijąc starałam się zatrzymać pewną część mnie, która jest bardzo miła. Przypominam mojego ojca, mamy to samo melancholijne oblicze. Pewnego dnia przyznał mi w zaufaniu, że za każdym razem gdy mówi coś osobistego, musi przejść pewną walkę. Mamy tę samą obawę przed związkami, relacjami.

 

A z miłością już lepiej?

Tak, ponieważ nareszcie zrozumiałam, że nie musi być jak na roller-coasterze: stajesz się całkowicie związana z konfliktem, który sprawia że wydaje Ci się, że to właśnie jest miłość. Teraz wiem, że miłość może znaczyć spacer, podczas którego trzymacie się za ręce, po prostu rozmawiając.

 

Dlaczego zmieniłaś wszystko poza swoimi rudymi włosami?

Ponieważ z nimi jestem bardziej sobą, czyli z farbowanymi włosami niż z moimi naturalnymi włosami, które są brązowe.

 

Twoja matka naucza sztuki renesansowej: nazwała cię Florence w hołdzie dla Florencji [ wł. Firenze, ang.Florence] ?

Byłoby to romantyczne, co nie? Jako dziecko spędziłam mnóstwo czasu we Florencji, mama mówi doskonale po włosku, zabierała mnie do Uffizi [Galeria Sztuki we Florencji], żeby zobaczyć Mękę Świętej Agaty, z wyciętą piersią. Wszystkie te obrazy są we mnie nadal , ale przesadziłabym mówiąc, że to stąd pochodzi moje imię. W rzeczywistości pochodzi od mojej ciotecznej babki Florence.

 

Dlaczego tak mrocznie nazwałaś swój album How Big How Blue How Beautiful?

Z początku myślałam nad tytułem, który odzwierciedliłby moją złość i frustrację, ale cieszę się że tego nie zrobiłam. Ten tytuł jest o wiele prawdziwszy, ponieważ wszystko to przez co przeszłam było piękne, nawet te smutne, ciemne momenty. Nawet one są częścią miłości.

 

Ramka:

MUZYKA I MODA

Podczas gali Grammy Florence miała na sobie nowy automatyczny G-timeless Gucci. „ Jej mroczne i romantyczne piosenki korespondują z naszą duszą” – mówi dyrektor kreatywny Alessandro Michele.

Tłumaczenie: Daria Daga Graczykowska

Komentarze

WHAT THE HELL IV - ogólnopolski oficjalny zlot fanów Florence + The MachineSZCZEGÓŁY

Zadaj pytanie

Imię

Adres email

Pytanie

Plik