Wywiad dla The Sunday Times Magazine

Źródło: The Sunday Times Magazine (oryginał)

Data: 07/05/2015

A Tour Of Florence

 

Była na samym szczycie, i wtem szalony styl życia Florence Welch wreszcie dał o sobie znać, gdy jej świat runął w gruzach. Krissi Murison odwiedziła piosenkarkę w jej dziwnym, lecz pięknym domu, by sprawdzić, jak dawała sobie radę.

Zdjęcia: Benni Valsson

Screen Shot 2015-05-12 at 15.37.24

SIMPLY RED Florence mówi, że porzuca swój bajkowy image, który utrwalił się wraz z jej sławą, i pragnie teraz stonować swój wizerunek.

 

Między destylarnią dżinu a zapomnianym budynkiem gazowni, na ulicy pełnej rozpadających się, XVIII-wiecznych balkonów, znajduje się dom Florence Welch. Jej dom to ten z kluczami wystającymi z drzwi frontowych. „Nieeee!”- zaryczała, gdy dostrzegła je, otwierając drzwi na moje powitanie. „Plan był taki, że przyjdziesz tutaj i zobaczysz, jak dobrze daję sobie radę sama!”

 

Kiedy kilka lat temu w końcu ogłosiła, że zamierza wyprowadzić się z rodzinnego domu na południu Londynu, jej matka nalegała na to, aby Welch zamieszkała w promieniu co najwyżej 5 minut jazdy rowerem. 28-letnia piosenkarka, ikona mody, powszechnie znana ze swojej skłonności do bujania w obłokach, może i okrążyła świat, i może i jest warta około 12 milionów, ale wciąż nie pozostaje na tyle godna odpowiedzialna, aby pozwolić jej żyć samodzielnie. „Doszliśmy do porozumienia, że będę miała moje rzeczy tutaj, a spać będę w domu, co też robiłam przez jakiś czas w poprzednim roku, kiedy tutaj popsuł się bojler, a oni znaleźli mnie śpiącą pod tymi futrzanymi płaszczami.”

 

„W każdym razie, wchodź!” – powiedziała, dalej podtrzymując swój teatrzyk pt. „Perfekcyjna Pani Domu”. „Robię zupę z dyni.”

 

Jej dom, który został ukazany w teledysku do jej najnowszej piosenki, „Ship To Wreck”, jest wyjątkowy: wąski, cały trzęsący się i wypchany dziwnościami. Książki, ptasie klatki, kwiatki, tkaniny, płyty, błyskotki, pocztówki i staromodny rower „damka” z koszem, który musiałyśmy przestawić, żeby dostać się do kuchni; ta z kolei jest wykończona w drewnie niczym jedna z hobbicich norek Petera Jacksona. W ogrodzie dostrzegłam też domek na drzewie.

 

„To taka hipisowska wersja Disneylandu” – powiedziała z rozbawieniem. Przytaknęłam i zasugerowałam, że może też coś jak to dziwne muzeum antropologiczne w Oksfordzie, to ze skurczonymi głowami. „Zabawne, że to mówisz. Czasem dobrze jest wyjść, odwiedzić domy innych ludzi, bo inaczej to jest tak, jakbym nieustannie była kustoszem własnego muzeum. Potrafię jeść obiad i wstawać tylko po to, żeby przesunąć jakiś słoik 2 cm w lewo. Mam na tym punkcie obsesję.”

 

Jak zatem dawała sobie radę, kiedy do jej domu przybyła 50-osobowa ekipa filmowa, aby zaadaptować go do warunków teledysku? „Na początku było coś w stylu >>O mój Boże, przewrócili mi pocztówkę!<<. Rozglądałam się dookoła i wszędzie zdejmowali moje oświetlenie, rozstawiając swój sprzęt. Wtedy też musiałam zdemolować swój dom. To była ta scena z przyjęciem, podczas której miałam zacząć świrować w stylu „Egzorcysty”, tłuc szklanki i takie tam. To było bardzo traumatyczne.”

 

Piosenka „Ship To Wreck” traktuje o jej przekonaniu, że nieustannie pozostaje na skraju zniszczenia wszystkiego, co jest dla niej cenne: kariery, relacji z ludźmi czy własnego zdrowia psychicznego. Powiedziałam, że było to bardzo odważne, tak wpuścić publikę do swojej prywatnej przestrzeni. Czy nie uważała, że za bardzo się odsłania? „Wznoszenie murów jest znacznie bardziej wycieńczające.” – odrzekła.

 

W kuchni, Welch przygotowywała mi filiżankę herbaty. „Czy możemy Cię uraczyć do tego odrobinką mleka z konopi?” – zapytała. Nieświadomie używała liczby mnogiej niczym stuknięta staruszka, której głowa pełna jest wymyślonych przyjaciół. „Nie wiem, czemu tak mówię” – odrzekła, marszcząc brwi. „Ja i duchy? Prędzej ciuchy, one mają swoje własne piętro.” Później zabrała mnie na wycieczkę po domu, w którym całe pierwsze piętro zostało zamienione w jedną wielką garderobę: rząd za rzędem, zwiewne i delikatne, markowe i w stylu vintage. Florence pokazała mi stojak zapełniony wyłącznie jej ozdobnymi kamizelkami oraz kolejny mieszczący kolekcję jej szytych na miarę koszul z rękawami przywodzącymi na myśl czasy Szekspira. Buty wszelkiej maści walały się po podłodze, kapelusze i torebki ułożone były w sterty na półkach; na półpiętrze zaś znajdował się pokój zarezerwowany wyłącznie na jej płaszcze.

 

Po schodach, których każdy stopień był rozmieszczony w zupełnie losowy sposób, udałyśmy się na górę do jej sypialni. W porównaniu do poprzednich pokoi, ta była wyjątkowo spokojna – pomimo tego, że radio grało na cały regulator, a zasłony wydymały się od przeciągu z otwartego okna. Nawet tutaj, nie dało się jednak uciec jej uzależnieniu od ubrań. „W tej szafce są kimona” – wyszeptała.

 

Już na dole, powróciła do zupy z dyni. „Myślę, że będę ją dalej robić w miarę jak będziemy sobie rozmawiać. Będzie lepiej dla mnie, jeśli coś porobię, bo w przeciwnym wypadku zacznę czuć się nieswojo.”

 

Florence przeprowadziła się do tego domu w 2012, od razu po tym, jak jej zespół, Florence and The Machine, zakończył swoją ostatnią trasę koncertową. To była pierwsza przerwa, jaką miała od lat. Była 20-letnią studentką nauk humanistycznych, gdy została odkryta przez swoją przyszłą menedżerkę, kiedy to śpiewała piosenki Etty James w toalecie w klubie w Soho; wkrótce jednak, zebrała zespół. Ona była Florence; jej przyjaciółka i pianistka, Isabella Summers, była Maszyną. Skład zespołu wkrótce się rozszerzył i obecnie „Maszyna” obejmuje cały tygiel członków zespołu i współpracowników.

 

Debiutancki album zespołu, „Lungs”, wygrał Brit Award w 2010 i sprawił, iż nazwisko Florence stało się marką samą w sobie. Ich drugi krążek, „Ceremonials”, zabrał ich do Ameryki, gdzie Florence obracała się w towarzystwie największych gwiazd oraz zaprzyjaźniła się z Beyonce i Jayem-Z. Od tamtej pory, był to nieustający ciąg tras po świecie, gal rozdania nagród, gościnnych występów, pokazów mody, festiwali – i tak w kółko.

 

„Wyhaczyli mnie, gdy miałam 20 lat i wtedy…” – Florence głośno wciągnęła powietrze (gest, który można by uznać za teatralny, gdyby nie fakt, że wszystko co mówi jest wypowiedziane w tak przesadzony sposób, że po chwili przestaje się zauważać całą tę dramatyczność). „Byłam w trasie przez jakieś 5 lat, i kiedy skończyliśmy, postanowiłam uderzyć w największy ciąg alkoholowy, jaki znał ten świat. Trwało to jakieś 2 tygodnie i zakończyło się przyjęciem bożonarodzeniowym w tym domu.”

separator

 

Przeprowadzka do nowego mieszkania miała oznaczać początek nowego roku, podczas którego miała na nowo naładować baterie. Zamiast tego, Welch przeżyła pewnego rodzaju załamanie nerwowe. „Czułam się jakbym była w kawałkach. Moje całe życie to było jeżdżenie w trasę i mieszkanie z Mamą, a wtem nagle znajduję się zupełnie sama w tym małym domku i nawet nie umiem gotować. Zaczęłam się staczać, desperacko próbując przytrzymać się czegokolwiek stabilnego, bo nie wiedziałam, jak mam żyć.”

„Bycie na trasie jest tak dziwne” – kontynuuje. „bo to jest jeden wielki chaos. Możesz pojechać do jakiegoś miejsca, wysadzić wszystko w powietrze, a potem jedziesz dalej. Jednak żyjąc tutaj, jeśli budzę się, jest wtorek, a dom stoi w ruinie i wszystko jest zalane… To ciągle moje życie. Nie możesz tak po prostu wstać i pojechać gdziekolwiek, żaden występ cię nie usprawiedliwi; robisz bałagan w swoim życiu i musisz w nim pozostać.”

 

W dużej mierze cały dramat rozgrywał się dookoła chłopaka. Mieli „skomplikowaną >>jesteśmy razem – nie jesteśmy razem<< relację” podczas jej roku poza trasą i od tamtej pory przestali być ze sobą. Nie chciała podać mi żadnych szczegółów na temat tego, kim jest, jednak poświęcona jest mu duża część jej nowego albumu.

 

Florence wspomniała pierwszą piosenkę na album, którą napisała będąc na Jamajce i wpatrując się w telefon, który miał już nie zadzwonić. „Byłam w najpiękniejszym miejscu na świecie, nie chcąc wyjść na zewnątrz, po prostu morze łez i niezrozumienia. Odchodziłam od zmysłów, czekając na kogoś” – chłopaka – „by do mnie oddzwonił. Ktoś spytał mnie, czy ta piosenka nie jest o czekaniu na dilera narkotyków. Nie była, ale, cóż, może i coś w tym stylu.”

 

W miarę jak rozpadał się jej związek, Welch odnalazła lekarstwo na swoje smutki w piciu i ekstremalnym imprezowaniu. W Londynie, pojawiała się w studiu jako wrak człowieka. „Biedny Markus” – powiedziała, odnosząc się do postaci Markusa Dravsa, producenta nowego albumu. „Nigdy dotąd z nim nie pracowałam. Oczekiwał Boudiki (królowa Icenów z I w. n.e., walczyła z najeźdźcami z Imperium Rzymskiego – przyp. tłum.), królowej-wojowniczki. Tymczasem, codziennie, punkt czwarta, przypadało mu w udziale obcowanie z zapłakaną dziewczyną w legginsach.” W pewnym momencie, Welch była aż tak zdesperowana, że szukała porad związkowych u Taylor Swift, piosenkarki pop znanej z publicznego omawiania zawiłości swoich prywatnych relacji. „Może to zabrzmieć jak frazes, ale dobrze jest rozmawiać z nią o chłopakach.”- śmieje się Welch. „Zna się na rzeczy.”

 

Zdarzyło się to po Met Gali – powiązanej ze światem mody zbiórce pieniędzy organizowanej corocznie w Nowym Jorku – kiedy to Swift zaprosiła grupkę gwiazd do jej apartamentu na małe pizza party. „Była tam Lena Dunham, Spike Jonze, Reese Witherspoon i Zooey Deschanel, jedliśmy pizzę, gadaliśmy o chłopakach. Pytałam o porady życiowe taksówkarzy i każdego kogo spotkałam, więc pomyślałam: dlaczego by nie zapytać Taylor Swift i Spike’a Jonze?” Co jej powiedzieli? „Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale było to bardzo pomocne.”

 

Teraz, z perspektywy czasu, zauważyła, że jej związek nie był jedynym powodem kruchości jej stanu emocjonalnego. „Zdaję sobie sprawę, że największej zmiany musiałam dokonać w samej sobie. Myślisz, że związek cię uratuje, ale to nieprawda, tak samo jak bycie sławnym ciebie nie naprawi. Musisz uszczęśliwiać samego siebie, nie możesz zrzucić tej odpowiedzialności na kogoś innego.”

 

Odrzekłam, że ciężko jest wyobrazić sobie ją w depresji. Zawsze wydaje się być tak podekscytowana i radosna. „Bywają i dołki” – powiedziała. „Ze wszystkim jest tak, że musi być coś przeciwstawnego. Raz mogę być w siódmym niebie, ale staję się też naprawdę smutna.” Czy rozmawiała już na ten temat z lekarzem? „Mam terapeutkę, zna mnie od lat. Pomagała też mojej młodszej siostrze. Jest taka racjonalna, zawsze mi pomaga, bo postrzegam wszystko w kategoriach czarne-białe. A ona mówi: a może chodzi w tym wszystkim o odnalezienie złotego środka?”

 

Zatem Welch skończyła z alkoholem. Nie pije już od roku, ale wzdryga się, gdy o tym mówię. „Nie mówiłabym, że to już koniec, nie.” Martwi się, że taka deklaracja mogłaby stać się pożywką dla mediów, gdy, co nieuniknione, zacznie pić na nowo.

 

„Picie to nie było coś, co miało dawać przyjemność czy radość. Picie wynikło z chęci osłonięcia, ukrycia się. Ale, na dobrą sprawę, jeśli tylko chciałabym do tego powrócić i znowu zacząć cieszyć się piciem, to ciągle mam wybór.”

 

Czy trudno było zaprzestać? „Nie było, tylko dlatego, że było mi aż tak smutno. I nigdy nie byłam zainteresowana piciem szklanki wina, wybierałam raczej szklankę tequilli; zawsze chodziło o efekt końcowy.”

 

Screen Shot 2015-05-12 at 15.42.45

SŁODKIE DZIECKO Florence i jej mama, Evelyn. Jej rodzice rozwiedli się, gdy była mała.

 

separator

 

Po tym jak odstawiła alkohol, w trakcie procesu produkcji albumu żyła „niczym mnich”, jeżdżąc codziennie na rowerze od i do studia przy Tower Bridge z zapakowanym drugim śniadaniem. Nosiła nawet to samo ubranie: „legginsy i tę kurtkę z kapturem, którą ukradłam komuś w trakcie domówki z okazji Sylwestra. Nosiłam ją przez rok; uratowała mi życie.” Tym razem nie przesadza. Welch mierzy swój humor poprzez dobór swojego ubrania. Jeśli chodzi o modę, jeszcze nigdy nie spotkałam nikogo równie świadomego samego siebie jak ona. „Ubrania w pewien sposób odciągają moją uwagę, a gdy nie miałam już nic, postanowiłam zrzec się jakiejkolwiek tożsamości.” Nazwała to „robieniem z siebie Steve’a Jobsa” (Jobs codziennie nosił strój, którego nieodłącznym elementem były czarne swetry z wysokim kołnierzem). „Łatwo mogę stwierdzić, że czuję się dobrze, ponieważ powracam do siebie.” Tego dnia krążyła po domu na bosaka, ubrana w obcisłe czarne dżinsy i zwyczajny czarny top z paciorkami. Powiedziałabym zatem, że miała wtedy jeszcze przed sobą parę kwestii do rozwiązania.
Nowy album, który zostanie wydany w następnym miesiącu, nazywa się „How Big How Blue How Beautiful”, tytuł zainspirowany błękitem nieba nad Los Angeles, gdzie Welch pisała część swoich piosenek. Początkowo, tytuł miał być „czymś gniewnym i silnym, ale wtedy pomyślałam: nie, cieszę się, że to wszystko się wydarzyło. Pomimo tego, że był to czas chaosu i smutku, miałam jeszcze wiele nauczyć się o samej sobie.”

 

Bez całodniowego kaca, Welch zaczęła zajęła się zupełnie nowymi zainteresowaniami: gotowaniem, zajęciami ze współczesnego tańca interpretacyjnego czy medytacją transcendentalną. Jej ulubionym odkryciem stał się klub książki, który został założony na jednym z portali społecznościowych przez grupkę młodych fanek Florence. „Polecam jakąś książkę, a oni zgadują się na Facebooku lub Twitterze, żeby o niej porozmawiać. Ostatnio przeczytali biografię Leny Dunham i The Goldfinch Donny Tartt.” Tartt to dla Welch „pieprzona bohaterka”. W imieniu klubu przeprowadziła z nią wywiad przez maila i opublikowała go na swoim Facebooku.

 

Welch jednocześnie opowiadała mi to wszystko i dalej przygotowywała zupę. Zajmowało to strasznie dużo czasu – częściowo przez to, że ciągle się rozpraszała albo pędziła, żeby złapać książkę lub telefon by akurat coś mi pokazać. Także przez to, że miała pewnego rodzaju dziwny rytuał; nieustannie się zatrzymywała, żeby dotknąć wszystkiego, każdego pokrojonego kawałka cebuli, każdego płatka kwiatów w wazonie. „Mam zaburzenia obsesyjno-kompulsywne i takie tam.” – powiedziała mi podczas wycieczki po domu.

 

Jej rodzice rozwiedli się, kiedy była jeszcze mała. Jej ojciec jest byłym prezesem działu marketingowego, który prowadzi obecnie ekologiczne pole namiotowe; jej matka jest profesorem nauk o renesansie i niedawno otrzymała Order Imperium Brytyjskiego za swoje zasługi na polu edukacji. Kiedy Welch miała 13 lat, jej matka zakochała się we wdowcu, który mieszkał cztery drzwi dalej i dwie rodziny zamieszkały pod jednym dachem. Welch z bycia najstarszą z trojga dzieci stała się środkowym dzieckiem w domu z sześciorgiem nastolatków. „Zobacz!” – wykrzyczała. „Z bycia tą odpowiedzialną stajesz się tę, która pragnie uwagi, przez co powstaje w tobie konflikt: >>Patrz na mnie! Patrz na mnie! Dlaczego się na mnie patrzysz?<< Ciągle staram się to sobie ułożyć.”

 

Opisuje swoją rodziną jako „tę wielką, dysfunkcjonalną rzecz. Jesteśmy bliską, chaotyczną jednostką. Moja pierwsza rodzina jest tak pokręcona, że bez połączenia obu wszyscy bylibyśmy zajęci naszym własnym szaleństwem. Jeśli dorzucisz do tego szaleństwo innych, wtedy jakoś to się wyrównuje.” Ale, jak dodaje: „Miło jest mieć tak wiele braci i sióstr, którzy są tak różni – daje ci to dobry przegląd ludzi.”

 

Jej młodsza siostra, Grace, pomagała jej jako asystent, ale nie zakończyło to się zbyt dobrze. „To był fatalny pomysł. Dlaczego w ogóle to zrobiłyśmy?” – wykrzyczała. „Musiała załatwiać te wszystkie rzeczy, których najbardziej we mnie nie znosi: za dużo zakupów, materializm, bycie pijanym przez cały czas. Wyobraź sobie! Była na mnie tak bardzo wkurzona.”

 

Chociaż moda jest jej największą ekstrawagancją (twierdziła, że ma sprzedawcę vintage’owych ubrań, która odkłada dla niej ciuchy w każdym mieście, które tylko odwiedza), Welch postanowiła, że jej wizerunek na nowym albumie będzie bardziej codzienny niż jej poprzednie wcielenia. „Kiedy zaczynałam, wyglądałam mniej więcej tak.” – powiedziała, wskazując na siebie i jednocześnie zgarniając pocięte resztki warzyw drugą ręką. „Potem, gdy stałam się bardziej rozpoznawalna, moją reakcją było rozjaśnienie brwi i przefarbowanie włosów na rudo. Chciałam stać się takim bajkowym stworzeniem. To było dobre, bo w pewien sposób mnie ochraniało. Ale spędziłam rok czy dwa rozplątując to wszystko.”

 

Ze wszystkich rzeczy, które mi dzisiaj powiedziała – picie, załamanie nerwowe, kompulsywne noszenie sztormowej kurtki z kapturem – tym, co mnie najbardziej zaszokowało była wiadomość, że nie jest naturalnie ruda. „Nie wierzę, że tego nie wiedziałaś!” Była brunetką, kiedy zaczynała, lecz pewnego pijanego poranka w Paryżu wydała wszystkie pieniądze, jakie zespół zarobił ze sprzedaży koszulek podczas swojej pierwszej trasy koncertowej, na farbę do włosów. „I tak to było.”

 

Po dwóch godzinach gotowania, zupa była na ukończeniu. Na tym etapie nie mogłam się jej doczekać bardziej niż nowego albumu. Welch spróbowała jej i skrzywiła się. „To dosyć dziwne. Raczej nie pozwolę ci jej spróbować. Poćwiczę i spróbuję to rozpracować. Następnym razem przyniosę ci cały termos zupy.”

 

Screen Shot 2015-05-12 at 15.44.08

BIORĄC SIĘ W GARŚĆ Po czasie bezsilności, Florence mówi, że czuje się bardziej odważnie, grając „wściekłą, nagą kobietę” w teledysku.

 

separator

 

Kiedy spotykamy się ponownie kilka miesięcy później, tym razem przygotowała owsiankę, nie zupę. Niestety, i tej nie dane mi spróbować. W nocy na dzień przed spotkaniem, daje mi znać, że wolałaby bardziej zgadać się w kawiarni za rogiem niż w jej własnym domu. Następnie poszła spać i zapomniała o zmianie planów. Następnego poranka siedziałam i czekałam na nią w kawiarni, podczas gdy Florence siedziała u siebie w domu i czekała do momentu, aż owsianka była już zimna. W końcu zdała sobie sprawę z tego co się wydarzyło i przyszła by mnie znaleźć. Cała wręcz kipiała historiami o jej najnowszych przygodach. Jedna mówiła o tym, jak zatrzasnęły jej się drzwi od mieszkania, zniszczyła swój telefon i zalała swój dom – wszystko w ciągu jednego dnia. Inna traktowała o wyjeździe do Los Angeles, przejażdżce na pustynię po imprezie i obudzeniu się o czwartej nad ranem w obskurnym kasynie na granicy z Nevadą. „Pomyślałam: cholera, nie jestem nawet pijana, co ja robię w kasynie w Nevadzie?”.

 

Wróciła po miesiącu spędzonym w meksykańskiej dżungli, kręcąc teledyski w pobliżu jezior cenote. „Cenote to podziemne studnie, które można znaleźć w Meksyku. Starożytni Majowie wierzyli, że studnie te prowadzą w zaświaty.” Były więc idealną wizualną metaforą albumu. „Przedstawiają wizję zstąpienia do piekieł oraz późniejszego powrotu na ziemię.” Niektóre z teledysków, które nakręciła, zostały już opublikowane online. Jeden z nich, do jej utworu „What Kind Of Man”, jest wyjątkowo intensywny; pokazuje Welch przeżywającą wypadek samochodowy, odpędzającą agresywnych mężczyzn układem tanecznym i będącą bez ubrań. „Tak.”- zachichotała. „Musiało być tak realistycznie jak było to tylko możliwe. Gdy pisałam piosenkę, czułam się tak bardzo wyeksponowana, podatna; chodziło o zrewidowanie tego uczucia. Sprawiło to, że poczułam się cholernie silna. Nie mogę nawet wyrazić tego, jak potężnie się czułam, będąc tamtą wściekłą, nagą kobietą.”

 

Powiedziała, że nie była na żadnej większej popijawie od czasu naszego ostatniego spotkania. „Nawet nie na żadnej mniejszej. Nie bawię się w mniejsze.” Stwierdziła, że najprędzej może się to wydarzyć na Glastonbury, gdzie będzie występowała w następnym miesiącu – zakładając, że będzie do tej pory mobilna. Dwa tygodnie po naszym wywiadzie, zagrała koncert na festiwalu Coachella w Kalifornii i uszkodziła sobie stopę zeskakując ze sceny; w rezultacie, jej kolejne występy „będą musiały być nieco okrojone”.

 

Lepszy news – chociaż stara się udawać, że to nic takiego – to fakt, iż zaczęła się z kimś spotykać. Jest fotografem mody, którego poznała w pobliskim parku. Ona była na spacerze, on wyprowadzał psa… „Tak, byłam na randce.” – zachichotała. „Ot, żeby zobaczyć, czy ciągle umiem miło spędzać czas. Przez długi czas było tak wiele intensywnych zdarzeń. Staram się teraz sprawić, aby poczuć się nieco swobodniej i nie popaść w tę całą intensywność.”

 

Czy miała kontakt z człowiekiem, który zainspirował jej album, skoro piosenki o nim zaczęły pojawiać się w radiu? Czy rozmawiali już o nich? „W pewnym sensie, tak. Jest wspaniałą osobą. Myślałam, że będzie to album o rozstaniu, ale nie jest. Traktuje o tak wielu innych rzeczach. Teraz widzę, jak wiele z tego jest poświęcone mnie, relacji, jaką mam z samą sobą. Staram się ochronić tamten czas, ochronić jego.” – wtedy zdałam sobie sprawę, że zaczęła płakać.

 

Czy uważała, że spróbują jeszcze raz? Spojrzała w bok i uśmiechnęła się, zła na siebie za swoje łzy. „Nie mogę o tym jeszcze myśleć. Chcę skupić się teraz na pracy, bo jest ona tym, co czyni mnie teraz szczęśliwą. Przez tak długi czas czułam, że nie posuwam się do przodu, ale teraz czuję się znacznie bardziej wyzwolona każdego dnia, więc cokolwiek bym nie robiła, będę to robić dalej.”

 

A, a co z tamtą zupą? Okazuje się, że wystarczyło dodać odrobinę mleka kokosowego.

 

Nowy album Florence + the Machine, How Big How Blue How Beautiful, zostanie wydany 1. czerwca.

Tłumaczenie: Daniel Wdowicz

Komentarze

WHAT THE HELL IV - ogólnopolski oficjalny zlot fanów Florence + The MachineSZCZEGÓŁY

Zadaj pytanie

Imię

Adres email

Pytanie

Plik