OWF Backstage – relacja 3

separator

O tym, że na 99% wchodzimy na backstage dowiedziałyśmy się około godziny 21. Do tego czasu byłam święcie przekonana, że nic z tego nie będzie – zbyt wiele rzeczy przyszło nam podejrzanie zbyt łatwo i zbyt wiele wszelkich pomysłów i inicjatyw zakończyło się sukcesem, żebym odważyła się myśleć jeszcze o backstage’u z Florence and the Machine. W przeciwieństwie do setek tysięcy fanów za całym świecie raz już ich przecież spotkałam, przytuliłam i dana mi już była szansa na podziękowanie im wszystkim osobiście. Kto może powiedzieć to o sobie? Zdecydowanie zbyt niewiele osób. Nie nastawiałam się więc na to za bardzo. Paradoksalnie, będąc niemal pewną, że nie uda nam się z nią spotkać, zastanawiałam się co będzie gorsze – brak spotkania, czy samo zobaczenie jej na żywo po raz kolejny. Wydawało mi się, że obie możliwości nie będą miały zbyt pozytywnego wpływu na moją i tak już poszarganą psychikę. Rozmyślanie nad tym zagadnieniem pochłonęło mnie zupełnie, gdy wycofałyśmy się spod barierek, by poza tłumem czekać na ostateczną decyzję. Po bliżej nieokreślonym czasie, który ciągnął się niemiłosiernie, nadeszła odpowiedź od managementu Florence – zgodzili się, sama Flo również nie ma nic przeciwko i chętnie się z nami zobaczy. ‚No spoko’ – pomyślałam i stałam sobie dalej. ‚Florence się z nami spotka, znowu zobaczę Florence’ – powtarzałam sobie w myślach i ku mojemu lekkiemu zdziwieniu, kompletnie nie zrobiło to na mnie wrażenia. Równie dobrze mogliby mi powiedzieć, że mamy załatwione podpisywanie autografów z Harrym Potterem, albo wejście za kulisy do garderoby Małej Syrenki. No jasne, na pewno. Jednak z upływem czasu, który spędziłyśmy na czekaniu przed wejściem do garderoby artystów zauważyłam stopniowe drżenie kolan, które szybko zaczęło utrudniać mi utrzymanie pionowej pozycji ciała. Wkrótce cała już się trzęsłam, ale mózg ciągle zachowywał stoicki spokój (tym razem pamiętam, że zastanawiałam się nad tym, jakim cudem damy radę wrócić do tłumu i po jaką cholerę w ogóle stamtąd wychodziłyśmy, pchane jakimiś chorymi wizjami).

Nie wiem kiedy ruszyłyśmy w stronę drzwi, którymi (chyba) piłkarze wychodzą z reguły na boisko. Pamiętam, że była tam wykładzina, o którą wszystkie równocześnie się potknęłyśmy, ale chyba już powoli zaczęło do nas docierać, dokąd właściwie zmierzamy, bo zamiast śmiać się histerycznie, żadna z nas nie zareagowała.

W kolejnych drzwiach minęłyśmy dziewczynę z Bombay Bicycle Club, ale zanim dotarło do mnie, że to ona, dawno nas minęła. Moje spóźnione o jakieś 10 sekund ‚hi’ dzięki Bogu zostało przez coś zagłuszone.

W holu, w którym się znalazłyśmy czekała na nas tour manager Florence and the Machine, która uśmiechnęła się serdecznie i powiedziała, że Flo niedługo do nas przyjdzie. Przywitałyśmy się z nią, chyba nawet podałam jej rękę, ale głowy nie dam. ‚How are you feeling?’ – usłyszałam. Przez chwilę rozważałam każdą z możliwych odpowiedzi, od natychmiastowego zemdlenia, poprzez zignorowanie pytania i powrót na płytę do bezpiecznych barierek, do szczegółowego opisu przeżyć, który zająłby mi pewnie jakieś dwie i pół godziny. Odpowiedziałam więc, że mam się dobrze, a ponieważ zajęło mi to kilkanaście sekund, zaśmiała się, położyła rękę na plecach i powiedziała, że mam się nie przejmować, bo przecież będzie fajnie. ‚Wiem’, odpowiedziałam, na co zareagowała uśmiechem i weszłyśmy do kolejnego pokoju, jasnego i małego, ze skórzanymi kanapami i ścianką Orange Warsaw Festival. Do głowy mi przyszło, że tutaj pewnie artyści udzielają wywiadów i przeraziłam się wyobrażając sobie, że Flo będzie siedziała osobno przed nami słuchając wykładu o całej kupie przygotowanych dla niej prezentów, czując się jak na rozmowie o pracę.

Postanowiłyśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie przed spotkaniem, jak na CLMF, zostało ono jednak nieco zrujnowane niespodziewanym otworzeniem się drzwi. (Zdjęcie wyszło epicko, zawał serca spowodowany wejściem Flo w najmniej oczekiwanym momencie dość dobitnie widać na naszych twarzach – fota poniżej).

my_przed

Ktoś chyba musi kiedyś pouczyć Florence o tym, jak powinna wchodzić do pokoju, w którym czekają fani, bo kompletnie nie umie tego robić. Zamiast powoli pojawić się w drzwiach, zatrzymać na chwilę, dając nam szansę na oswojenie się z jej obecnością, czy chociaż pozwolić sobie na wolny spacer w naszą stronę, byśmy mogły zarejestrować jej obecność, weszła szybkim krokiem i rzuciła się w uściski. Wstyd się przyznać, ale rozpozanie jej zajęło mi dobrą chwilę. Najpierw zwróciłam uwagę na Roba, który, górując nad wszystkimi, wszedł dość nieśmiało i na Isabellę, która plątała się pod ich nogami. Na CLMF Flo wydawała się wielka i piękna – jej orendżowa wersja była… orendżowa. Ruda od stóp do głów, mała delikatna i drobna nie rzuciła się w oczy. Spodziewałam się, że znów powali nas na kolana, tymczasem była niezwykle ludzka i onieśmielająco urocza. Miała na sobie czarne prasowane spodnie 7/8, białą vintage koszulę, rudą zamszową kamizelkę z rudym futrem i laczki. Tak, to były laczki, chociaż lepszym określeniem byłoby chyba ‚laczki ortopedyczne’ Też rude. Generalnie pomijając cały rudy efekt lisa, pierwszym skojarzeniem był Jack Sparrow w swoim chaotycznym podartym outficie. Chyba nie przesadzę zbytnio mówiąc, że Florence prezentowała się jak jego ruda wersja, może z lekką kowbojską domieszką – jej ubrania wyglądały jakby przeszła w nich przez dżunglę amazońską i pachniały jak muzeum. Paradoksalnie, bardzo świeżo. Znowu paradoksalnie – wyglądała bosko i kocham ten rudy zestaw. Nawet te laczki.

Bałam się, że pokruszę jej wszystkie kości podczas uścisku, taka wydawała się krucha. Widać było jej zmęczenie – schudła, miała szarawą skórę i worki pod oczami. Jednak na nasz widok jej spojrzenie rozbłysło i widać było, że się ucieszyła. Śmiała się powtarzając ‚HI, HEYYYY, HI GUYS, HEY, HAHA (ko-cham-jej-śmiech) NICE TO SEE YOU ALL AGAIN!’ Po czym dodała coś, co niemal wywołało u mnie zawał: ‚Czy ja widzę tutaj dwie nowe twarze?’ PAMIĘTAŁA. Nieogarnięta Florence, która pewnie nie pamięta, co jadła przed chwilą na obiad i jak nazwała swojego kota rozpoznała nas po roku, ba, nawet policzyła. ‚Haha, przebrałyście się chociaż od tamtego czasu!?’ – śmiała się, a ja uznałam, że jak zaraz czegoś ze sobą nie zrobię to albo wyjdę, albo zemdleję, poszłam więc się przywitać z Robem. ‚May I hug you?’ ‚SURE, GIRL!’. Przytuliłam więc Roba (!), który musiał się porządnie pochylić do mojego poziomu, a potem oparłam się koło niego o ścianę. I znowu padło moje ulubione pytanie: ‚How are you feeling?’ To samo – prawie zemdlałam, prawie wyszłam, prawie zabrałam się za opisywanie mu tych dziwnych mas przewalających się w moim mózgu i powiedziałam, że ‚fine’. Oczywiście znowu ze spóźnieniem, więc zaśmiał się, objął mnie i powiedział, że będzie super i mamy zajebiste wianki. Coś tam chyba jeszcze powiedziałam, coś odpowiedział, ale nie mam pojęcia co, bo nie pamiętam.
Odeszłam od Roba, przywitałam się z Izką (teraz to ja musiałam się pochylić), jak idiotka pomachałam do Hannah i wróciłam do Flo, akurat w momencie, kiedy mówiła, że super wyglądamy w brokacie. Dziwnie widzieć ją z tak bliska. W full HD wygląda wspaniale, chociaż miałam pewien problem z ogarnięciem, że to naprawdę ona, a nie transmisja w full HD wlaśnie. Wspomnę tutaj jeszcze raz, że jest piękna, żebyście przypadkiem nie zapomnieli.

Potem miałam wrażenie, że wszystko zaczęło się szybko przewijać, nagle Flo i Isa wylądowały naprzeciw mnie, Isa zaczęła targać rude futro przy kamizelce Florence, śmiać się i mówić coś w stylu, że mówiła jej, żeby nie nakładała tego futra z lwa (A ja: ‚Serio? Lwa? No Przecież to jest rude!) ale i tak to zrobiła i szarpiąc tak tego nieszczęsnego lisa śmiała się razem z nią. Nie mam pojęcia o co im chodziło, ale zaraz obie uznały, że jest to lew śnieżny aka Aslan (Serio? Śnieżny?) Tak czy inaczej, nie ogarniając sytuacji postanowiłyśmy nie wnikać w szczegóły.

Jeśli idąc do Florence Welch masz gotowy plan, wiedz, że jesteś idiotą. Z nią żaden plan nie wypali, a ona i tak zawsze zrobi wszystko na opak i sto razy cię zaskoczy. Dla jasności, my miałyśmy plan, który spłonął na panewce. Album miał zostać pokazany na końcu, więc ona oczywiście dosłownie rzuciła się na niego na samym początku. Gdy miała go już w swoich rękach, kółko wokół niej się zacisnęło, bo każdy (łącznie z managerkami) chciał zobaczyć co jest w środku. WHAT’S THIS THIS IS AMAZING! Wytłumaczyłam jej w kilku słowach historię albumu, ale jestem pewna, że mnie nie słuchała, przeglądając pracę i wydając z siebie zabawne dźwięki z każdym przewróceniem strony. Ochy i achy nadlatywały też ze strony Roba i Isy. (autorko brokatowej Virginii, Flo i Isa pokochały Twoją pracę!). Widząc pracę z Wielkiego Gatsby’ego Flo prawie zaczęła klaskać (dobrze, że jednak tego nie zrobiła, w końcu to ona trzymała cały album). Spodobała jej się praca inspirowana Fridą (Fridą Kaloł ♥), gdzie członkowie Maszyny zanurzeni są w wannie ze stopami Fridy. Flo oczywiście uznała, że są to jej stopy. Na kilka innych prac zareagowała jeszcze z typowym entuzjazmem i zaatrzymała się na tej, która przedstawiała ją, jej rodziców, członków Maszyny i inspiracje. ‚Moja rodzina, mój zespół, ludzie którzy mnie inspirują… Jeszcze tylko wy i jestem spełniona.’ Powtórzyła to dwa razy (dobrze, że dotarło to do mnie dopiero później). Dalej przeglądała pracę, wymieniając widoczne na nich osoby. Rob i Isa komentowali je odpowiednio z góry i z dołu.
Dotarliśmy do kącika z poezją, Flo krzyknęła z zachwytu (reszta poprzestała na cichym pomruku aprobaty). Wtrącę tutaj, że przez cały czas śmiała się, wydawała pełne radości odgłosy i ciągle coś komentowała, ale ponieważ nie pamiętam co, nie przytoczę wszystkiego. Gdy zobaczyła wiersze chyba chciała zabrać się za czytanie ich wszystkich po kolei. Na szczęście udało nam się odwieść ją od tego szalonego pomysłu mówiąc, że to dopiero pierwszy z prezentów. Flo niechętnie oddała album menadżerce, padło jeszcze kilka miłych słów i pojawiła się koszulka dla Isy.

Gdy zobaczyły napis WHO’S YER MATE, Flo jakimś cudem znalazła się na drugim końcu pokoju, zanosząc się śmiechem, Izka śmiała się histerycznie, a Rob z rozbawieniem złapał koszulkę od dołu. Nową falę wesołości wywołało odwrócenie Tshirtu na drugą stronę, gdzie widniało ISAMACHINE i wtedy to Isa zaczęła skakać. Obie śmiały się głośno jeszcze przez chwilę, Isa obiecała, że doda zdjecie na Instagram, a Rob schował prezent do torby.

Następnie przeszłyśmy do relacji z Coke Live Music Festival (Pamiętacie swoją relację? Nareszcie udało nam się ją przekazać!) którą stworzyłyśmy w formie scrapbooka pełnego zdjęć z festivalu, brokatu i różnych powklejanych do środka pamiątek. Kolejny wybuch ekscytacji, Flo przejrzała to szybko powtarzając, że jest INCREDIBLY TOUCHED i że nie ogarnia tego wszystkiego. Dotknęła chyba każdego zdjęcia i ucieszyła się widząc wklejoną do środka kołkową opaskę.
Wtedy właśnie Rob, który opierał się o ścianę zgasił światło w całym pokoju. Przez chwilę zażenowany szukał pstryczka, podczas gdy cała reszta się z niego śmiała. Biedaczek.

Nadeszła kolej bookletu. Wręczyłyśmy go mówiąc, że są to projekty trzeciej okładki albumu od fanów z całego świata. Flo zaśmiała się i powiedziała, że w takim razie ma problem z głowy, skoro jest tu tyle świetnych prac. W tym momencie do pokoju weszła Holly, dziewczyna która od dłuższego czasu uczy Flo tańca. Uśmiechnęła się i stanęła koło Roba. Podczas gdy Flo przeglądała prace, managerki podeszły bliżej i z zaciekawieniem spoglądały na booklet. Wtedy Flo zobaczyła ziemniaka. Chyba znowu podskoczyła, ale nie jestem pewna. W każdym razie wybuchnęła śmiechem: ‚Isa, patrz, to znowu ten ziemniak! Skąd Wy go w ogóle wytrzasnęłyście!? To chyba było jakieś demo, co?’ śmiech, śmiech, śmiech Powiedziałyśmy, że obiecałyśmy Wam, że Flo wybierze zwycięzcę. Wciąż się śmiejąc (Isa pokładała się z boku) Flo powiedziała, że bez żadnych wątpliwości jej wybór pada na ziemniaka. THE REST IS ALSO AMAZING LOVE ALL OF THEM BUT COME ON!

Czas na przekazanie winyli dla Chrisa. Wytłumaczyłyśmy, że jest to polska muzyka lat 80., na co Rob zareagował opuszczeniem dolnej szczęki, Isa gwizdnęła, a któraś z managerek powiedziała ‚wow’. Flo chciała pójść po Chrisa, ale zawołał go ktoś inny i perkusista wszedł do pokoju.

Wtedy opierający się o ścianę Rob po raz kolejny zgasił światło łokciem i przepraszał wszystkich poszukując pstryczka.

Chris podziękował za winyle (był taki kochany), obejrzał je delikatnie i powiedział, że na pewno wylądują w Hayden Wylds.

Wtedy Chris podszedł do Roba, gdzie oboje oglądali winyle, a Hannah, która w tym czasie oglądała album uznała, że jedną z prac związanych z Gatsbym trzeba koniecznie podesłać Bazowi, reżyserowi filmu. Flo powiedziała, że YEAH, TOTALLY, a my przeszłyśmy do kolejnego prezentu, czyli pudełka z listami i pocztówkami od fanów.

Jak już wspomniałam, jeśli chcesz przewidzieć reakcje i zachowanie Florence Welch, masz nierówno pod sufitem. Spodziewałyśmy się, że Flo weźmie pudełko, ewentualnie je otworzy, zobaczy listy, powie, że obejrzy je później i przejdziemy do kolejnej rzeczy. Tymczasem ona (po powiedzeniu, że wszystko jest AMAZING) zaczęła rozsiadać się na podłodze. Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to ‚Serio Flo? Będziesz siadać na ziemi? W tych spodniach? Teraz? Serio?’ No cóż, jak widać całkiem serio, bo nim się spostrzegłyśmy, siedziała sobie wygodnie po turecku i siłowała się z supełkiem. Przez chwilę wszyscy się dziwnie na nią patrzyli, czego nie zauważyła, po czym uznałyśmy, że chyba musimy się dostosować, więc usiadłyśmy sobie z nią, co nam tam. Zatem kucałyśmy sobie w kółeczku z Florence Welch na podłodze w showroomie, a ona wciąż nie mogła rozplątać kokardki. Gdy jej się udało ostrzegłyśmy, że pudełko pełne jest brokatu, na co machnęła ręką i natychmiast upaprała nim siebie i wszystko dookoła.

Gdy tak sobie siedziała, wszystkie śmiałyśmy się po cichu z laczków.

Tymczasem ona wyjęła wszystko z pudełka i rozwiązała kokardki wiążące listy. Myślałyśmy, że przejrzy pierwsze kilka z nich, jednak gdy usłyszała, że niektóre z nich są dla Maszyny, spędziła kolejne kilka minut, rozdając je adresatom. Śmiali się przy tym i coś komentowali, czego oczywiście nie pamiętam. Pamiętam jednak, że dużą wesołość wywołał list do Mairead i Chrisa, a Flo drwiła z Roba, że dostał tylko jeden. Słodko.

Następnie Magda zwróciła się do Florence pytając, czy pamięta, co obiecała jej na backstage’u Coke’a. Flo nie pamiętała, więc Magda wytłumaczyła jej, że obiecała, że za każdym razem kiedy się spotkają, Florence dostawać będzie od niej własnoręcznie zrobione płuca. Wtedy Flo krzyknęła mówiac, że faktycznie pamięta, dostała płuca i niezdarnie próbowała przyczepić je sobie do naszyjnika. Gdy zorientowała się, że nijak jej się to nie uda, ścisnęła je w dłoni i uśmiechnęła się.

Przypomniałyśmy sobie o brokacie, który spoczywał na stole. Wręczyłyśmy go Flo, a ona przyjęła go w stylu ‚No tak, brokat, oczywiście. Jakże mogłoby go nie być.’ Potem wspomniała brokatowe szaleństwo na CMLF i powiedziała, że wszyscy trzepali się z niego przez tydzień, sukienka nadawała się tylko do spalenia (!), a chłopak Isy (Isa miała wtedy chłopaka!) żalił się, że brokat w bieliźnie to jest przesada. Myślałam, że się przewrócę.
Czas na zdjęcia! Flo klasnęła i ustawiła się z nami do foty na ściance. Wtedy uznalyśmy, że raz się żyje, wzięłyśmy telefon i powiedziałyśmy SELFIE TIME FLO! Flo zaśmiała się, spojrzała znacząco na Isę i powiedziała ‚WHAT’S A SELFIE ISA? I DON’T KNOW WHAT A SELFIE IS. WHAT’S A SELFIE ISA?’ Isa zrobiła obrażoną minę, a my strzeliłyśmy sobie selfie. (Nie polecam. Pamiętam, gdy widząc Florence stojącą za mną w przedniej kamerce myślałam tylko ‚Jaką do cholery można zrobić minę do SELFIE z FLORENCE WELCH? Mając tylko jeden strzał? Mindfuck.’ Ale odpowiedź na to pytanie nadeszła sama i powiedziałam coś, o czym zawsze marzyłam. ‚MAKE A DUCKFACE, FLORENCE!’ Automatycznie wszystkie zrobiłlyśmy dziubki, a ja prawie dostałam zawału, gdy zobaczyłam dzióbek Florence w telefonie. HELL YES.

Potem urwał mi się film. Nagle zaczęłyśmy się żegnać, przytuliliśmy Florence, Roba i Isę, Chris życzył nam miłego koncertu, ja zacytowałam Barneya z How I Met Your Mother mówiąc ‚IT’S GONNA BE LEGENDARY’, Rob się zaśmiał, wzięli prezenty i wyszli. Podążyłyśmy za nimi i przez chwilę jeszcze patrzyłam na oddalającą się korytarzem Florence. Podziękowałyśmy uśmiechającej się tour manager, która powiedziała, że to było niezwykłe i sprawiłyśmy Flo dużo radości, a gdy poszła stałyśmy chwilę w kółku, patrząc się na siebie jak idiotki.

It was all so strange and so surreal.

Aleksandra Mielec

separator

Aleksandra Mielec

Translated by Daniel Wdowicz

separator

Komentarze

WHAT THE HELL IV - ogólnopolski oficjalny zlot fanów Florence + The MachineSZCZEGÓŁY

Zadaj pytanie

Imię

Adres email

Pytanie

Plik