Florence

304122_10150339688358805_1077466984_n

twitter: @flo_tweet | instagram: @florence

Florence Leontine Mary Welch przyszła na świat 28 sierpnia 1986 roku w Londynie, jako córka Evelyn, profesor historii specjalizującej się w renesansie i Nicka, kierownika reklamy, twórcy hasła reklamowego czekolady Aero ‘czujesz rozpuszczające się bąbelki?’. Wujkiem Florence jest satyryk Craig Brown, a dziadkiem ze strony ojca – poprzedni zastępca edytora Daily Telegraph – Colin Welch.

Florence była nieśmiałym dzieckiem, z porcelanową twarzą, kasztanowymi włosami i niesamowicie zielonymi oczami, wiecznie przesłoniętymi mgłą marzeń i magii, które pielęgnowała w swojej duszy. Czytała baśnie braci Grimm i przebierała się za królewny – jedną z nich chciała w przyszłości zostać. Razem z młodszą siostrą, Grace, budowała domki dla lalek z kartonów po płatkach śniadaniowych, a swój własny pokój przeistaczały w Domek Na Prerii, łowiąc ryby w ręcznikowej rzece. Tańczyła w supermarketach, gubiąc się w wąskich alejkach i gryzmoliła teksty piosenek na okładkach książek z biblioteki. Jako dziecko do tego stopnia myliła sny z realnym życiem, że raz omal nie utopiła się w basenie, gdy dała się ponieść wyobraźni. Myślała, że może oddychać pod wodą. W wolnym czasie szukała w sobie czarownicy i próbowała wzbudzić uczucia w chłopcach z sąsiednich klas. Gdy miała dziesięć lat po raz pierwszy nałożyła na swe brązowe włosy warstwę soczystej czerwieni, która w przyszłości stanie się jej znakiem rozpoznawczym. Towarzyszyła mamie na wykładach dotyczących historii sztuki, pochłaniając z nich fascynację do seksu, śmierci, miłości i przemocy, głównych tematów kręcących się niczym bąk wokół nieodłącznego renesansu. Oglądała musicale i śpiewała. Zawsze śpiewała. Czasem powodowało to zirytowane spojrzenia przyjaciół i nieznajomych, mijających ją w korytarzach szkolnych, lecz dźwięk ten wydobywał się z jej duszy. Muzyka od zawsze tworzyła duszę Florence i była jej portalem do równoległego świata, świata, którego sama Florence nie potrafi opisać, bo nie istnieją słowa zdolne pomieścić tyle nienazwanych przez człowieka emocji. Świata, do którego uciekała, gdy potwory zaczynały wychodzić spod łóżka.

W jej życie od samych początków wplecione było cierpienie. Gdy miała dziesięć lat bezradnie patrzyła na śmierć własnego dziadka, a gdy miała czternaście jej babcia popełniła samobójstwo. Kiedy skończyła trzynaście, ona, jej matka i siostra wyniosły się z domu z sąsiadem z naprzeciwka i trójką jego dzieci. Florence izolowała się od świata, płacząc na podłodze w kątach swojego pokoju. Nie mogąc poradzić sobie z bólem rzeczywistości, w wieku szesnastu lat po raz pierwszy sięgnęła po ecstasy. Stwierdzono u niej zaburzenia psychosomatyczne. W późniejszych latach wielokrotnie uciekała w niepewny, lecz pozornie wolny świat alkoholu, gdzie na próżno starała się znaleźć ukojenie.

To właśnie muzyka stała się wtedy dla niej odskocznią od rzeczywistości, pomagała przegonić demony. Florence inspirowała się Celine Dion, Annie Lennox i Kate Bush, a także Nirvaną i Green Day. Była przez chwilę wokalistką dwóch zepołów – Toxic Crockroaches i Ashok, szybko jednak rezygnowała, nie mogąc odnaleźć się w tworzonej przez nich muzyce. Długo potem szukała własnej ścieżki, by odkryć jej zarys w małym, obskurnym studio u boku Isy ‘Machine’ Summers. Pierwsze melodie tworzyła na pianinie, nie mając pojęcia jak się na nim gra. Chaotycznie waliła w bębny, a gdy ich nie było – rękami o ściany. Najpierw wymyślała wokale poboczne, dopiero potem szukała w nich własnego głosu. Florence odnalazła siebie w klubach i pubach, tam czuła się wolna i dzika, kac był jej największą inspiracją; najprościej było jej wygnać z głowy zaległe żale i potwory ubiegłej nocy. Teksty piosenek zlepiała w wirujących oparach alkoholu, powoli ulatniających się z jej głowy. Tak powstały między innymi: ‘Cosmic Love’ i ‚Shake it Out’.

‘Głupia, nieodpowiedzialna i pijana’ – w tych trzech słowach Florence opisuje młodszą wersję samej siebie. Nie bez powodu. Większość występów jej pierwszej trasy koncertowej kończyło się w hotelowych pubach. A czasem tam właśnie się zaczynało. Czasem Florence występowała tak pijana, że nikt nie rozumiał, co śpiewa, ona sama przyznaje, że wielu koncertów po prostu nie pamięta. Często jej sceniczne wystąpienia przesłaniało to, co działo się po nich. Na jednej z takich imprez przypadkowo podpaliła pokój hotelowy, zgubiła telefon, podarła sukienkę i ukruszyła sobie zęba. ‘Myślałam, że to moja ostatnia trasa’ – mówi Flo – ‘Więc piłam’. Teraz z sentymentem wspomina czasy, gdy wraz z Maszyną i swoim ojcem podróżowali małym vanem. Lecz nie chce już do nich wracać.

Szesnaste urodziny spędziła skacząc topless z drzewa w parku przy domu; podobało jej się uczucie opadania, wiatr we włosach, brak poczucia czasu. Gdy tylko mogła buszowała w second-handach, wydając tam drobne na lunch. Znała większość butików wschodniego Londynu. Uczyła się najpierw w Thomas’s London Day School, potem w Alleyn’s School, South East London. Wtedy stanowczo za często wpadała w kłopoty, nie wiedząc kiedy należy przestać śpiewać. Była studentką na Camberwell Art College, na który dostała się dzięki kwiatowej kompozycji układającej się w napis ‘You’re a twat’. Ten etap jej życia nie trwał jednak zaledwie rok. Szkoła ją nudziła – lekcje spędzała śpiąc pod samodzielnie zrobionym nakryciem głowy lub po prostu pisząc nowe piosenki.

Zmieniła się. Ciuchy w stylu retro, wyszukiwane w second-handach wschodniego Londynu zamieniła na kreacje od Gucci’ego i Aleksandra McQueena, zniszczone trampki na szpilki od Prady. Występowała na rozdaniu Oscarów i nagród Grammy. Swoim nietuzinkowym stylem zachwyciła światowych projektantów mody. Marka Topshop zrobiła pierwszy krok, proponując, że stworzy dla niej sceniczną kreację na koncert Glastonbury. Zaispirowała samą Fridę Gianniani w tworzeniu nowej kolekcji dla Gucciego. Jest twarzą Diora i muzą Karla Lagerfelda. Swoją obecnością uwieńczyła wiosenny pokaz Chanel , wykonując utwór ‘What The Water Gave Me’. Zaśpiewała także na after party marki Mulberry po pokazie, na którym modelki chodziły w czerwonych perukach.

Sława nie była łatwą sprawą dla Florence: przyznała, że walczyła z depresją. Powiedziała „Będąc studentką sztuki i bawiąc się muzyką, stałam się dziewczyną z kontraktem na album, okładkami w magazynach i całym tym szumem. Udało mi się wybrnąć z tej depresji, złamanego serca i wielu wielu innych rzeczy dzięki albumowi, który jest tak emocjonalny. Być może to powód, dlaczego tak wiele ludzi się z nim utożsamia.”

Florence lubi przezroczystości, wieczorowe sukienki maxi w stylu Old Hollywood, długość midi i lata 40. Okrzyknięto ją królową stylu vintage. Jako ikony stylu wymienia amerykańskie drag queen z grupy The Cockettes, piosenkarkę Francoise Hardy oraz amerykańską wokalistkę Stevie Nicks, z czasów kiedy ta występowała z Fleetwood Mac. Na scenie natomiast niemal zawsze owinięta jest w anielsko zwiewne suknie z nieodłącznymi pelerynami ‘Zawsze fascynował mnie motyw odlatujących ptaków. To romantyczne, że muzyka potrafi sprawić, że dosłownie unosisz się nad ziemią. Takie poczucie dają mi peleryny’.

Mimo ogromu sukcesu, o którym wcześniej nawet nie marzyła, Florence wciąż boi się potworów. I samotności. Samotności, która niczym nieodłączny cień, a raczej jego zmutowana wersja, nieznikająca wraz ze słońcem za horyzontem, towarzyszy jej w hotelowych pokojach i ciemnych zaułkach jej świata. Czasami Florence gubi się nawet w zakątkach własnej duszy. Lecz mimo to jej dziecięca radość życia i wrodzony optymizm nie dają tłamsić się wewnętrznym demonom. Sama Florence jest koktajlem sprzeczności: ‘Chcę jednocześnie być sama i bardzo pragnę kogoś obok siebie. Chcę czuć się bezpiecznie, a jednocześnie chcę być wolna. Rozkosz miesza się we mnie z dyskomfortem, smutek z radością, wolność z przywiązaniem. Moja życiowa melancholia walczy z moim wrodzonym optymizmem.’ Jest kotłem emocji, których nie do końca umie wyrazić, nie radzi sobie ze słowami. Komunikacją międzyludzką i tą w związkach. Wciąż boi się, że przez przypadek zrani kochające ją osoby. A krzyk, który się w niej gromadzi, uwalnia podczas koncertów. W ten sposób radzi sobie z tym, czego nie potrafi powiedzieć ludziom w cztery oczy. Woli śpiewać do tłumów. 
Życie jednak nie składa się z samego śpiewania do tłumów.

Po zakończeniu trasy Ceremonials Florence zeszła ze sceny, by w pełni na nią powrócić dopiero po ponad dwóch latach. Owa przerwa miała być okresem wyciszenia, odpoczynku, duchowej rekonwalescencji, ale przede wszystkim poznania tego ‚prawdziwego życia’, bo tak naprawdę od momentu rzucenia szkoły artystycznej i podjęcia decyzji o całkowitym poświęceniu się muzyce domem Flo stał się zespołowy tour bus oraz zmieniające się jak w kalejdoskopie, coraz to nowe pokoje hotelowe. Brak bezpiecznej przystani będącej swojego rodzaju oazą dał Florence fałszywy obraz tego jak wygląda dorosłość. Dopiero po wprowadzeniu się do swojego nowego domu zdała sobie ona sprawę, że jeżeli wznieci w nim pożar, zaleje łazienkę czy też zostawi kipiącą wodę na gazie, następnego dnia nie wsiądzie do samolotu i nie zmieni lokalizacji dostając nowe klucze do nowego apartamentu w zupełnie nowym miejscu. Obudzi się tam gdzie zasnęła noc wcześniej i będzie musiała stawić czoła całej tej prozie życia.

Czoła musiała też stawić uczuciu, które całkowicie ją zdominowało – nowej miłości. I o ile okres przerwy miał wpłynąć na rozkwit relacji, o tyle w rzeczywistości wprowadził kolejną dawkę chaosu do i tak zdezorganizowanego życia. Florence znalazła sposób na gojenie odniesionych podczas trwania związku ran – rzuciła się w wir imprez i ocean alkoholu. Picie nie miało na celu przyniesienia wytchnienia czy radości, było bardziej potrzebne do przykrycia całego tego smutku, wynikało z chęci ukrycia się. „Czułam się jakbym była w kawałkach. Moje całe życie to było jeżdżenie w trasę i mieszkanie z Mamą, a wtem nagle znajduję się zupełnie sama w tym małym domku i nawet nie umiem gotować. Zaczęłam się staczać, desperacko próbując przytrzymać się czegokolwiek stabilnego, bo nie wiedziałam, jak mam żyć.”

Remedium na złamane serce okazało się być zgoła inne od topienia się w wysokoprocentowych trunkach, a ‚Koniec jest nowym początkiem’ w tym przypadku nie jawi się jako pusty frazes. Zakończenie wyniszczającego związku i odstawienie na bok alkoholowych libacji stało się preludium do procesu twórczego, którego owocem stać się miał trzeci album. Ogarnięta niewyobrażalnym smutkiem i żalem, w początkowej fazie bycia abstynentką, załamana rozpadem tego co było dla niej tak ważne trafiła pod skrzydła Markusa Dravsa – producenta muzycznego. „Biedny Markus. Nigdy dotąd z nim nie pracowałam. Oczekiwał Boudiki (królowa Icenów z I w. n.e., walczyła z najeźdźcami z Imperium Rzymskiego – przyp. tłum.), królowej-wojowniczki. Tymczasem, codziennie, punkt czwarta, przypadało mu w udziale obcowanie z zapłakaną dziewczyną w legginsach.”

I tak oto rozpoczął się proces naprawiania samej siebie. Markus nie przyjął postawy tego co gładzi po głowie i dzieli łzy płaczącego, wcielił się raczej w rolę ‚dobrego kata’ – dbał o to by Florence się zdrowo odżywiała, ciepło ubierała, ale też regularnie tworzyła. Tworzyła, ale nie przybierając maski mistycznej zjawy czy tajemniczej czarodziejki. Budowanie murów z metafor miało ustąpić miejsca czystym i prawdziwym emocjom. Trzecia płyta nie miała być wyznaniem Florence-Walkirii czy Florence-Ofelii, miało to być najszczersze wyznanie Florence Welch. Flo odłożyła zatem na bok plany napisania albumu koncepcyjnego o procesie czarownic i sięgnęła do najgłębszych zakamarków swojej jeszcze obolałej duszy, by wyjąć jej zawartość i przekazać dalej pod postacią tekstów. Nie tylko teksty były ekshibicjonistyczne, Markus postanowił rozebrać głos Florence z wszelkich studyjnych efektów i udziwnień po to by na płycie słuchacz spotkał się z jak najczystszą i najdoskonalszą formą przekazu.

Flo zastąpiła imprezowe życie iście purytańskim poświęcając każdy procent swojej egzystencji na twórczość. Dom, który z początku tak bardzo przerażał, by później zamienić się w główne centrum zapijania smutków w końcu zaczął spełniać swoje pierwotne zadanie – stał się miejscem odpoczynku po długich godzinach spędzonych w studio, dodatkowo inspirował, koił, dawał poczucie bezpieczeństwa. W tym okresie ukochany Londyn musiał jednak zrobić trochę miejsca w sercu Flo na inne miasto jakim było Los Angeles. Magia Miasta Aniołów dynamizowała pracę nad piosenkami, a regularna zmiana środowiska pozwalała jeszcze bardziej zajrzeć w głąb siebie. Krążąc pomiędzy Europą a Stanami Flo dopracowywała album w każdym szczególe, przygotowując się na dzień jego wydania. Zbliżająca się data coraz bardziej paraliżowała ze strachu, był to bowiem moment uświadomienia sobie, że cały pamiętnik wraz z najintymniejszymi zapiskami pójdzie w obieg milionów.

W końcu nadszedł ten moment i Florence wróciła. Z bagażem doświadczeń ale… szczęśliwa. „Album otoczył mnie pewnego rodzaju kokonem. Z bałaganu towarzyszącego tamtemu czasowi mogłam wyciągnąć piosenki i stworzyć coś z tego; to naprawdę napawało mnie nadzieją. To naprawdę pozytywny album. Traktuje o rzeczach, które są trudne, ale zawsze robi to w podnoszący na duchu sposób.” Wróciła też odmieniona – długie zwiewne suknie zastąpiła garniturami, bajkowe peleryny szerokimi koszulami, krwista czerwień na głowie ustąpiła miejsca jasnemu pomarańczowi, dźwięk organów przyćmiła sekcja dęta i gitarowe brzmienia. Wróciła bardziej świadoma – na okładce płyty patrzy nam prosto w oczy, w teledyskach nie wstydzi się nagości a podczas koncertów sprawia wrażenie jakby barierki oddzielające ją od tłumu nie istniały. Wróciła z tytułem oddającym hołd niebu, mimo że zawsze zdawała się być pochłonięta przez wodę.

Można by rzec, że nowa era uczyniła ją twardo stąpającą po ziemi.

Jednak po tej ziemi nadal stąpa bosymi stopami.

Aleksandra Mielec i Michalina Kowalczyk

Więcej informacji o Florence można znaleźć w książce „An Almighty Sound” napisanej przez Zoe Howe. Kliknij tu, aby przeczytać przetłumaczone fragmenty książki.

  • Ma 1,75 m wzrostu.
  • Jej naturalny kolor włosów to mysi brąz/kasztanowy.
  • Dość nietypowa ciekawostka – rozmiar buta Flo to 39.
  • Ma stwierdzoną dysleksję i dysortografię.
  • Uczyła się grać na perkusji i klawiszach, ale szybko jej się to znudziło.
  • Grupą Florence + the Machine zarządza Mairead Nash, która postanowiła zostać ich menadżerką po tym, jak spotkała pijaną Florence w klubowej toalecie, gdzie śpiewała przebój Etty James ‘Something’s Got a Hold On Me’.
  • Ma podwójne obywatelstwo- brytyjskie oraz amerykańskie.
  • Ma młodszą siostrę Grace i brata JJ’a oraz czwórkę rodzeństwa przyrodniego: Maddie, Sama i Johna (są to dzieci jej ojczyma) a także Nicka (syn ojca Flo).
  • Kocha chipsy Discos, Skips i McCoy’s solone z octem słodowym, ale gdyby miała wybrać swój ulubiony rodzaj to byłyby to solone Hoola Hoops (broń boże nie te o smaku wołowiny, według niej powinny być nielegalne!), natomiast najlepszym lekarstwem na kaca są Hoola Hoops pomidorowe. Ulubione chipsy Isy to Squares.
  • Według niej podczas randki w tle powinna lecieć muzyka The XX.
  • Florence kocha brokat!
  • Ma obsesję na punkcie bunting- malutkich chorągiewek wieszanych najczęściej w komisach samochodowych lub podczas festynów miejskich. Będąc w trasie i odwiedzając różne zakątki świata zawsze stara się znaleźć lokalne bunting.
  • Chce, żeby nazwy jej wszystkich albumów zawsze kończyły się na ‘S’
  • Naturalny kolor włosów Flo to mysi.
  • Jest miłośniczką Chai Tea oraz herbaty imbirowej, która bardzo dobrze wpływa na jej głos. Jest uzależniona od kawy i Diet Coke, ale podczas trasy ma bezwzględny zakaz ich picia, ze względu na swój wokal.
  • Jej ulubiona zabawa to ‘polowanie na hipsterów’ w dzielnicach wschodniego Londynu.
  • Florence uwielbia przebój Beyonce ‘Single Ladies’.
  • Jest wielką fanką hip-hopu. Często bywa także na koncertach Nicki Minaj i Drake’a.
  • Używa mikrofonu Sennheiser GT5200 + Neumann 105 capsule.
  • Jej ulubiona piosenka Amy Winehouse to ‘Back to Black’. Raz nawet zaśpiewała ją na żywo.
  • Porównują ją do Kate Bush, znajdzie się z niej też szczypta Toma Waitsa i Nicka Cave’a.
  • Jej ulubione zajęcie to czytanie, a ulubiona książka to ‘Lolita’ Vladimira Nabokova. ‘It’s such a mindblowingly, heartbreakingly, beautiful book’
  • Jej ulubioną częścią garderoby jest szyfonowa suknia balowa jej mamy.
  • Tylko raz w życiu Florence zdarzyło się coś ukraść ‘Raz ukradliśmy ogromny znak MTV na festiwalu. Był przyczepiony do poręczy z wielkimi zaciskami i przewodami. To był spory wyczyn, odczepienie go zajęło mnóstwo czasu. Musieliśmy nawet wziąć sprzęt do cięcia drutu. To był mój największy wyskok, ale byliśmy w takim stanie, że nie jestem pewna, czy dałoby się nas wtedy powstrzymać.’
  • Tatuaż przedstawiający klatkę, który widnieje na środkowym palcu jej prawej ręki został zrobiony w Austin, w Teksasie w studio Black Cat Tattoo (dokładnie tym samym, co pierwszy tatuaż), o drugiej nad ranem przez ‘dziwnego, wielkiego kolesia, całego w tatuażach’. Florence mówi o nim tylko tyle: ‘ To było niesamowite doświadczenie, ale strasznie bolało.’ W tym samym studio Flo zrobiła tatuaż na środkowym palcu lewej ręki, na którym widnieje napis ‚Grace <3’, czyli imię jej siostry.
  • Zawsze fascynowała ją woda, uwielbia pływać. Jej ulubioną bajką z dzieciństwa jest mała syrenka (między innymi ona zaispirowała Florence do zmiany koloru włosów). Potrafi wstrzymać oddech na 2,5 minuty!
  • Gdyby nie powiodła jej się kariera piosenkarki, zostałaby projektantką wnętrz (‘Całkiem nieźle mi to idzie. Chyba.’) lub sekretarką (‘Gdy byłam mała, zawsze wydawało mi się, że będąc sekretarką, będę bardzo glamour. Siedząc przy biurku, wyprostowana, w spiętych włosach i dopasowanej marynarce.’)
  • Jest lesbijką, ale tylko w Paryżu. Twierdzi, że sprzyja temu tamtejszy klimat. ‘Wiesz, całowanie dziewczyn jest w porządku! To bardziej delikatne, świeże. Ale w Londynie jestem hetero. Z reguły.’
  • Nie jest religijna, ale przejawia niezdrową fascynację magią, potworami i okultyzmem. ‘Kiedyś nawet próbowałam sprawić, by chłopak z mojej klasy się we mnie zakochał.’
  • Jej bliską przyjaciółką jest Blake Lively. Dzięki niej Florence wystąpiła w jednym z odcinków serialu ‘Plotkara’, gdzie zaśpiewała piosenkę ‘Cosmic Love’. Florence zaśpiewała także na weselu Blake.
  • Raz gościła na przyjęciu Beyonce i Jay’a Z. ‘Byłam bardzo pijana tamtej nocy. Podobno rozmawialiśmy naprawdę długo, ale nic z tego nie pamiętam. Spotkaliśmy się ponownie na imprezie tuż przed VMA, moja siostra była ze mną i Beyoncé powiedziała „Cześć Grace! Tyle o tobie słyszałam!” Więc musiałam dużo mówić o mojej siostrze, ale Bóg wie, co powiedziałam’
  • Uwielbia Stevie Nicks ‘Kocham w niej wszystko, od głosu, po styl. Lubię oglądać jej stare występy na YouTube, sposób w jaki się porusza i w ogóle.’
  • Najlepszym rekomendowanym przez Florence lekiem na kaca jest piżama dej, cały dzień spędzony w piżamie. I piosenka ‘Shake it Out’.
  • Jej ulubiony obraz przedstawia św. Agatę, „której obcięto piersi i trzyma je na talerzu”.
  • Florence odziedziczyła swoje imię po praciotce, mistrzyni w dziedzinie szermierki.
  • Chodziła do szkoły z Jessie Ware. Grały nawet razem w musicalu ‘Guys and Dolls’!
  • Tytuł utworu ‘Dog Days Are Over’ zainspirowała olbrzymia tęczowa instalacja zatytułowaną właśnie ‘Dog Days Are Over’, projektu artysty Ugo Rondinone, którą Flo widywała jeżdżąc obok niej codziennie rowerem przez Waterloo Bridge.
  • Jej ulubione, najpiękniejsze angielskie słowo to ‘violence’, oznaczające przemoc. Tak również nazywać się miał album Ceremonials.
  • Jej ulubiony wiersz to ‘Lovesong’, autorstwa Teda Hughesa.
  • Jej ulubiony zbiór wierszy to ‚Dream Songs’ Johna Berrymana.
  • Mimo, że cała swoje życie mieszka w Londynie, nigdy nie odwiedziła London Eye.
  • Gdy Florence wraca po trasie do domu, całe dnie spędza szwendając się w szlafroku, potrafi nie zmieniać go przez kilka dni. A gdy jej mama, zirytowana tym zachowaniem, karze jej zrobić ze sobą wreszcie porządek, Florence znika na chwilę, by pojawić się po kilku minutach obwieszona biżuterią. Lecz w dalszym ciągu w szlafroku. Ubranie pierścionkow, bransoletek i wszelkiego rodzaju łańcuszków Flo uznaje wtedy za ‚przywołanie się do porządku’.
  • Jedyną potrawą, jaką umie przyrządzić jest ryba. Poza tym, Flo jest dobra w tak zwanym ‚assemblage’ czyli po prostu przyrządzaniu prostych potraw jak np. sałatka. ‚I don’t really cook. I sort of just assemble things. But there is a fancy word for that. If you can’t cook just say: Yeah I’m really good at assemblage. That means that you just… make a salad.’
  • “There’s people who watch bands who love and appreciate the music, and there’s people who watch them and they’re like, ‘Fucking get me on a stage right now, I want to do that, that looks like so much fun!’ and that’s me I think.”
  • Jedną z modowych inspiracji Flo jest jej ‘stara nauczycielka angielskiego’. She used to come to school in crushed-velvet gowns like a medieval maiden.
  • Ma tendencję do gwałtownych strat wagi. ‘Nie potrafię się skupić, jestem rozkojarzona i często po prostu zapominam o posiłkach.’
  • Kiedyś do jej przedkoncertowych rytuałów należało wypicie shota Tequili, popitego sokiem ananasowym.
  • Flo nie przepada za winem, jej ulubionym koktajlem jest Dirty Martini oraz Bison Grass Vodka (np. żubrówka) z sokiem jabłkowym.
  • Drobnych na lunch nigdy nie przeznaczała na lunch – zawsze lądowały w kasach miejscowych second-handów.
  • Zapytana, jaką chciałaby być maszyną, odpowiada ‘the wind machine’.
  • Tata mówi na nią ‘Flossy’, natomiast rodzina ‘Floaty’.
  • Ulubione filmy Florence:  ‘Party Monster’ oraz ‘ Withnail and I’. ‘Podczas niektórych imprez potrafiłam przez godzinę mówić do ludzi samymi cytatami ‘Withnail and I’. To niesamowite! Musisz koniecznie obejrzeć ten film! Nalegam!’
  • Flo chodziła do prywatnej szkoły podstawowej Alleyn’s School w południowym Londynie. Liceum skończyła prawdopodobnie w wieku 19 lat i dostała się na studia na kierunek Ilustracja do Camberwell College of Arts w Londynie. Tam ukończyła pierwszy rok przygotowawczy i postanowiła zrezygnować, aby w pełni oddać się karierze muzycznej.
  • Ulubiony kolor Flo to morska zieleń – Flo mówi, że ten kolor najbardziej oddaje jej osobowość, jest to kolor jej oczu oraz oceanu, na którego punkcie ma obsesję.
  • Z pewnością zauważyliście, że Florence często pojawia się na koncertach w pelerynach (szczególnie podczas trasy Ceremonials). Po rozstaniu się jej rodziców, często wracała do swojego starego domu, gdzie jej macocha trzymała wiele starych ubrań. Peleryny były jej ulubionymi. Bardzo interesująco prezentują się na scenie i nadają majestatyczny ale zarazem ‚lekki’ wygląd. ‚Zawsze fascynował mnie motyw odlatujących ptaków. To romantyczne, że muzyka potrafi sprawić, że dosłownie unosisz się nad sceną’
  • Kiedy Florence była dzieckiem, wykorzystywała stare pudełka po płatkach śniadaniowych, żeby stworzyć domki dla lalek z miniaturowymi krzesłami i oknami.
  • Jednym z ulubionych utworów Flo jest Simon Says  Pharoahe’a Monch’a. Gdy miała 15 lat często chodziła ze znajomymi do hiphopowego klubu w Covent Garden w Londynie, gdzie po raz pierwszy usłyszała ten utwór.
  • ‚Get your pins out!’ czyli ‚Pokaż swoje nogi!’ to jedno z najczęściej słyszanych przez Flo poleceń, dawanych jej przez reżyserki jej teledysków.
  • „Mój ideał mężczyzny byłby sklejką Buddiego Holly, Jarvisa Cockera, Richarda O’Briena i Davida Bowie. To byłby naprawdę dziwnie wyglądający facet.”
  • Florence zapytana, o to, co oprócz muzyki sprawia, że jest szczęśliwa, odpowiada: „Wolność. Wolność jest najważniejsza. I by czuć, że jest się kochanym i czuć miłość wokół siebie. I cudowne jest to uczucie, że jednak wszystko jest możliwe. Ale wolność to przerażający stan, bo nie masz żadnych zobowiązań, nie jesteś przywiązany do niczego, do nikogo. Dryfujesz sobie po świecie. I to jest dość dziwne…”
  • Florence uwielbia nosić suknie i uważa, że „[na scenie] powinno się nosić coś długiego i lekkiego. Miło jest myśleć, że twoja sukienka również ma swój własny występ…” (cytat Stevie Nicks)
  • Florence ma obsesję na punkcie serialu ‚Doctor Who’! Uwielbia go oglądać, gdy wraca do Londynu. Gdyby mogła, chętnie zagrałaby tam rolę potwora 
  • Zapytana o to, jakim zwierzęciem chciałaby być najbardziej, odpowiada: ‚Tygrysem – to było moje ulubione zwierzę gdy byłam dzieckiem – ale może powinnam zostać słowikiem, który śpiewa w ciemności i odlatuje. Chciałabym mieć skrzydła, ale lubię też tygrysy, bo to jedyne duże koty, które tak jak ja kochają pływać.’
  • Czy napisałaby piosenkę dla innego artysty? ‚Tak, zdecydowanie. Chciałabym napisać tekst dla kogoś takiego jak Rihanna lub Beyonce, ale nie jestem pewna, czy faktycznie chciałyby mojej pomocy.’
  • Florence zapytana w wywiadzie o to, co najpierw zwraca jej uwagę kiedy słyszy piosenkę: słowa, melodia czy rytm, odpowiedziała, że wszystko na raz.
  • Dziadek Florence udziela jej wszelkich kosmetycznych porad. Flo powiedziała, że jest bardzo zadowolona z wszelkich rekomendacji jakie od niego dostaje: ‚Moim guru piękności jest mój dziadek. On jest bardzo stylowym dżentelmenem. Zawsze mi wmawiał, że firma Kiehl jest najlepsza. Przysięgam, ich tonik do twarzy jest najlepszy!’
  • Jej  ulubiony sklep to second-hand Scope w Camberwell. ‚Gdy chodziłam do szkoły, zaglądałam tam codziennie. Moją ulubioną rzeczą jest koronkowa koszula i pasujące do niej koronkowe spodnie. Wszystko to kosztowało jakieś £3. Od dawna znam się z właścicielem sklepu, i w tym roku (2010), to on zabierał mnie na różne pokazy mody. Oboje siedzieliśmy w ubraniach ze Scope i oglądaliśmy show’
  • ‚Może kiedyś napiszę własny tomik z wierszami. Zbieram utwory poetyckie i krótkie historie, które miały na mnie wpływ. Moje życie to album z wycinkami. Jestem kolekcjonerką informacji. Gromadzę nawet zużyte bilety’
  • ‚Moja mama jest realistką a tata marzycielem. Przypuszczam więc, że ja jestem gdzieś pomiędzy, śnię na jawie.’
  • Za czasów szkoły Florence często wpadała w tarapaty poprzez zamiłowanie do bazgrolenia po książkach z biblioteki, w momentach gdy coś ją zainspirowało. ‚Jeśli ktoś pozaglądałby do książek w starej szkolnej bibliotece, z pewnością znalazłby kilka z fragmentami tekstów moich piosenek na marginesach!’ – przyznaje Flo.
  • Kiedy była nastolatką, miała obsesję na punkcie Justina Timberlake’a  „gdy zaczęłyśmy tworzyć muzykę z Isą, powiedziałyśmy sobie: ‚Naszym celem jest spotkanie Justina i namówienie go, żeby przyszedł do naszego studia.'”
  • „‚Crazy In Love’ Beyonce jest jedną z najlepszych piosenek na świecie zaśpiewaną przez jedną z najlepszych artystek na świecie. Tak naprawdę, ja i Isa tańczyłyśmy kiedyś do tego utworu całymi dniami na dachu jej samochodu”
  • „Nie mogę mieć tylko jednego obrazu-muszę nimi pokryć całą ścianę. Tak samo jest z muzyką. Chcę zmieszać wszystko razem, aby stworzyć coś więcej.”

  • Typ: Mezzosopran
  • Rozpiętość głosu: 3 oktawy + 1 nuta (D3-E6)
  • Rejestr gwizdkowy: brak
  • Najdłuższa utrzymana nuta: 24 sekundy
  • Mocne strony wokalu: pełen emocji głos; potrafi błyskawicznie przejść od ciepłych szeptów do nut mocnych, solidnych i czystych jak kryształ. Florence Welch jest zdolna do śpiewania skomplikowanych wokalnych partii ze zmianami rejestrów i umie utrzymywać nuty w czasie bez zachwiania ich wysokości i tonu.
  • Środkowy zakres Florence jest ciepły i ciemny; ma swój szczyt siły i głośności w górnej połowie tej części rozpiętości. Tutaj, jak i z resztą w każdym miejscu rozpiętości, Florence udaje się nałożyć swoje szybkie vibrato, aby uzyskać dramatyczny efekt. Rejestr piersiowy jest elastyczny i nigdy ochrypły, z charakterystycznym brakiem zahamowania. Może sięgnąć aż do piątej oktawy bez przepychania lub nadwyrężania dźwięków wciąż utrzymując ich jasność i przejrzystość. Piękny rejestr głowowy, który potrafi być miękki i lekki, lub poważny i jasny. Słabe strony wokalu: Górne nuty rejestru piersiowego, zwłaszcza podczas występów na żywo, potrafią brzmieć niekontrolowanie z winy ekspresyjnej natury jej stylu performerskiego.

Komentarze

Weź udział w What The Hell Chapter III - ogólnopolskim zlocie fanów Florence + The MachineSZCZEGÓŁY

Zadaj pytanie

Imię

Adres email

Pytanie

Plik