05.06.2009

Obudziłam się koło kościoła i ogrodu botanicznego w Glasgow w palącym słońcu, kupiłam skórzaną, nabijaną złotymi ćwiekami kamizelkę (każda dziewczyna powinna taką mieć) i zwiedziłam tropikalną szklarnię pełną sadzonek, szukając żab. Graliśmy w kościele w St Philips, gdzie powiesili mój kwiecisty floręsowy wieniec* nad witrażami i gdy zachodziło słońce czułam się coraz bardziej tak, jakbym występowała na własnym pogrzebie. Nie wiedziałam jednak czy idę do nieba, czy do piekła – dym, perły i ambony, krzyże, sutanny i chłopcy z chóru, to zdecydowanie mój rodzaj imprezy. Ostatnim przystankiem na trasie był Brighton, pływaliśmy w morzu, TAK CHOLERNIE ZIMNYM. Kupiłam walizkę z wężowej skóry, PRZYDATNĄ? Nie bardzo, nawet się nie zamyka.

*chodzi o kwiatową instalację układającą się w napis FLORENCE, która parę lat temu stanowiła element dekoracji sceny

 

flo_polaroid_280_03

Komentarze

Zadaj pytanie

Imię

Adres email

Pytanie

Plik